Black Sabbathkobieta z okładki, klątwa i most w Birmingham

Przez pół wieku nikt nie wiedział, kim jest kobieta w czarnej pelerynie, która stoi przed starym młynem na okładce debiutu Black Sabbath. Patrzyły na nią miliony ludzi, fani spierali się, czy to modelka, czarownica, czy może postać, która sama pojawiła się na kliszy, a odpowiedź przez cały ten czas czekała po prostu na kogoś, kto zapyta fotografa. To dobry klucz do całej historii zespołu z Birmingham. O Black Sabbath napisano tysiące stron, ale między wielkimi albumami a anegdotami powtarzanymi w każdej biografii wciąż kryją się opowieści, o których mówi się rzadko: o pierwszym nagraniu, którego muzycy nie znosili, o klątwie rzuconej przez prawdziwych okultystów, o duchu z zamkowych lochów, o samochodzie, który spłonął na torze gokartowym, i o moście w rodzinnym mieście, na którym latem 2025 roku zatrzymał się kondukt żałobny Ozzy’ego Osbourne’a.
Kobieta z okładki
Zagadkę rozwiązał w 2020 roku, przy okazji pięćdziesiątej rocznicy wydania płyty, sam autor zdjęcia, Keith Macmillan, który podpisywał swoje prace jako Keef. W rozmowie z „Rolling Stone” opowiedział, że modelkę wybrał w jednej z londyńskich agencji. Nazywała się Louisa Livingstone i miała wtedy osiemnaście, może dziewiętnaście lat. Na miejsce zdjęć Macmillan wybrał piętnastowieczny młyn wodny w Mapledurham w hrabstwie Oxfordshire, półtorej godziny jazdy od Londynu, wówczas mocno zaniedbany i, jak sam mówił, dość upiorny. Fotografował na filmie Kodaka czułym na podczerwień, przeznaczonym do zdjęć lotniczych, i to właśnie ten materiał nadał okładce jej nienaturalne, niepokojące barwy. Livingstone zapamiętała z sesji przede wszystkim przenikliwe zimno i pobudkę około czwartej nad ranem, bo do zdjęć w podczerwieni trzeba było zacząć bardzo wcześnie. Macmillan biegał z suchym lodem i wrzucał go do wody, a gdy mgła wciąż nie wyglądała tak, jak chciał, sięgnął po wytwornicę dymu. Pod peleryną modelka nie miała nic. Powstały też odważniejsze ujęcia, ale fotograf je odrzucił, bo erotyka odbierała obrazowi złowieszczy nastrój, na którym mu zależało. Livingstone nie miała później nic wspólnego z heavy metalem, choć z muzyką związała się na dobre i tworzyła elektronikę pod pseudonimem Indreba. Po latach doczekała się nawet własnej figurki z kolekcjonerskiej serii Funko.

Sama płyta powstała w tempie, które dziś wydaje się nieprawdopodobne. Zespół nagrał ją w londyńskim studiu Regent Sound praktycznie na żywo, w jednej długiej sesji, na czterośladowym magnetofonie, z producentem Rodgerem Bainem i inżynierem Tomem Allomem. W szczegółach źródła się rozchodzą. Najczęściej powtarza się, że sesja trwała dwanaście godzin i kosztowała 600 funtów, ale Tony Iommi w 2017 roku mówił o 800 funtach, a w 2020 roku wspominał, że zespół miał do dyspozycji dwa dni: „jeden na nagranie, drugi na miksowanie”. Nie ma też zgody co do daty, bo w opracowaniach pojawia się zarówno 16 października, jak i listopad 1969 roku. Pewne jest za to, że album trafił do sklepów w piątek 13 lutego 1970 roku, a słuchacz, który rozłożył okładkę, zanim jeszcze położył płytę na talerzu, trafiał na odwrócony krzyż, w który wpisano listę utworów i mroczny wiersz. Od lat krąży opowieść, że krzyż dołożyła wytwórnia Vertigo bez wiedzy muzyków, a ci byli wściekli, bo grafika dolewała oliwy do ognia plotek o ich satanizmie. Tej historii nie udało się potwierdzić w niezależnych źródłach, ale krąży od lat — czytaliśmy o niej m.in. w dawnych wersjach angielskiej Wikipedii, cytowanych na internetowych grupach dyskusyjnych. Według „Rolling Stone” za projekt rozkładówki odpowiadał sam Keef.
Zanim zostali Black Sabbath
Zespół, który miał wymyślić heavy metal, zaczynał pod nazwami brzmiącymi jak szyld wiejskiej zabawy: najpierw Polka Tulk Blues Band, potem Earth Blues Company, wreszcie po prostu Earth. Ozzy trafił do kolegów dzięki ogłoszeniu, które wywiesił w sklepie muzycznym Ringway w Birmingham. Napisał je flamastrem, a jego nagłówek przekazywany jest dziś w kilku wersjach, z których najpopularniejsza to „Ozzy Zig potrzebuje koncertu”. Dopisał, że ma własne nagłośnienie, i podał domowy adres. Pod koniec 1968 roku całe przedsięwzięcie omal się nie rozpadło, bo Tony Iommi przyjął propozycję Jethro Tull, z którego właśnie odszedł gitarzysta Mick Abrahams. Przygoda trwała około dwóch tygodni i zostawiła po sobie jeden ślad: występ w filmie The Rolling Stones „Rock and Roll Circus”, nakręconym w grudniu 1968 roku. Jethro Tull udawali tam grę do „Song for Jeffrey”, a na żywo śpiewał tylko Ian Anderson, więc jedyny występ Iommiego z tym zespołem był w rzeczywistości playbackiem. Gitarzysta szybko wrócił do Birmingham, a brytyjski magazyn „Louder” przekonuje, że właśnie te dwa tygodnie zrobiły z Earth zawodowy zespół, bo Iommi przywiózł z Londynu podpatrzoną u Andersona dyscyplinę pracy.
Nazwa Earth okazała się kłopotliwa, bo w Anglii działał już popowy zespół o tej samej nazwie i promotorzy zaczęli mylić jedną grupę z drugą. Nowe imię podsunął Geezer Butler. Kino naprzeciwko sali prób grało wtedy „Black Sabbath”, horror Mario Bavy z 1963 roku z Borisem Karloffem w obsadzie, a basista, patrząc na kolejki przed kasą, miał zauważyć, że to dziwne, że ludzie wydają tyle pieniędzy, żeby się bać. Biografowie nie zgadzają się, kiedy dokładnie zapadła decyzja: jedni piszą, że w drodze na koncerty w hamburskim Star-Clubie w sierpniu 1969 roku, inni, że na promie płynącym do Niemiec. Przejście od jednej nazwy do drugiej dobrze widać na ulotce, którą zachował Norman Hood, promotor klubu Pokey Hole w Lichfield pod Birmingham. Koncert z 1 sierpnia 1969 roku zapowiadano na niej jeszcze jako występ Earth. Pokey Hole nie miał zresztą stałego adresu i wędrował od pubu do pubu, bo kolejni właściciele skarżyli się na hałas, a zespół grał we wszystkich jego wcieleniach. Hood wspomina, że tamtego wieczoru muzycy ogłosili ze sceny, że od teraz nazywają się Black Sabbath, i że był to jeden z najgłośniejszych wieczorów w dziejach Lichfield. Butler i Iommi opowiadają, że właśnie w Pokey Hole po raz pierwszy zagrali utwór „Black Sabbath”. Publiczność, jak mówi basista, „oszalała”, a oni zrozumieli, że trafili na coś ważnego.
Pierwsze nagranie, czyli cudza piosenka
Na początku sierpnia 1969 roku zespół po raz pierwszy wszedł do prawdziwego studia, Trident w londyńskim Soho, i nie nagrał tam niczego własnego. Menedżer Jim Simpson potrzebował czegoś, co mógłby pokazać wytwórniom, więc namówił muzyków na piosenkę „The Rebel”, napisaną przez Normana Hainesa, klawiszowca Locomotive, innego zespołu ze swojej stajni. Haines zagrał zresztą na sesji na organach i fortepianie. Za konsoletą siedział Gus Dudgeon, później producent płyt Eltona Johna i Davida Bowiego, ale muzycy nie mieli o nim dobrego zdania, bo co chwilę stawiał im za wzór właśnie Locomotive. Piosenki nie lubili i nagrali ją z obowiązku, a kilka tygodni później zarejestrowali jeszcze jeden utwór Hainesa, „When I Came Down”. „The Rebel” nigdy nie ukazało się oficjalnie, a krótki fragment można usłyszeć jedynie w dokumencie „The Black Sabbath Story Vol. 1”. Na acetacie z sesji widnieje już nazwa Black Sabbath, choć dzień po nagraniu zespół zagrał w szkockim Kirkcaldy swój ostatni koncert jako Earth. Stare nazwy zostały na plakatach tam, gdzie umowy podpisano wcześniej, i muzycy grzecznie je honorowali. Z tej mało udanej przygody wynikło przynajmniej coś dobrego: inżynier sesji, Rodger Bain, dostał szansę jako producent i to on wyprodukował trzy pierwsze albumy Black Sabbath.
Klątwa i krzyże z fabryki
Od pierwszej płyty zespół musiał się tłumaczyć z rzekomych związków z okultyzmem, a paradoksalnie najpoważniejszy kłopot sprawili mu prawdziwi okultyści. Jak opowiadał Geezer Butler magazynowi „Metal Hammer”, pewna grupa praktykująca czarną magię zaprosiła zespół do zagrania w kamiennym kręgu, a Ozzy w swojej wersji tej historii mówił wprost o Stonehenge. Muzycy odmówili, bo, jak ujął to Butler, byli raczej przeciwko szatanowi niż za nim, a niedoszli gospodarze w odwecie mieli rzucić na nich klątwę. Niedługo później do biura zespołu zadzwonił przywódca „białych czarownic”, oznajmił, że wie o klątwie, i poradził, żeby muzycy nosili krzyże. Te wykonał im ojciec Ozzy’ego, Jack Osbourne, który pracował w fabryce części samochodowych i wyciął dla całej czwórki wielkie krzyże z resztek metalu. Z czasem stały się jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu. Klątwa nie była zresztą jedynym zmartwieniem, bo w Stanach Zjednoczonych, jak wspominał Butler, zdarzało się, że ludzie grozili muzykom i przychodzili na koncerty z krzyżami i Bibliami, żeby ratować ich dusze.
Złota farba w Bel Air
Czwarty album zespół pisał w 1972 roku w wynajętej rezydencji w Bel Air. Dom należał do Johna du Ponta, dziedzica chemicznej fortuny DuPont, który ponad dwadzieścia lat później został skazany za zabójstwo. Było w nim wszystko, czego potrzebowała rockowa gwiazda początku lat siedemdziesiątych, łącznie z ogromnymi ilościami kokainy. Płyta miała się nazywać „Snowblind”, tak jak jedna z piosenek, ale amerykański wydawca, Warner Bros., nie zgodził się na tytuł tak jawnie nawiązujący do narkotyku. Skończyło się na neutralnym „Vol. 4”, a muzycy odegrali się w podziękowaniach na okładce, gdzie wdzięczność składają „wspaniałej firmie COKE-cola z Los Angeles”. Był to też pierwszy album zespołu wyprodukowany nie przez Rodgera Baina, lecz przez samego Iommiego.
W Bel Air rozegrał się również jeden z najgroźniejszych żartów w historii zespołu. Jego ofiarą był Bill Ward, perkusista, który przez lata pełnił w Black Sabbath rolę etatowego obiektu dowcipów. Koledzy znaleźli w domu puszki ze złotą farbą w sprayu i pomalowali nią nieprzytomnego po alkoholu Warda od stóp do głów. Farba zatkała pory skóry, perkusista dostał drgawek, a ratownicy, którzy przyjechali na wezwanie, zbesztali muzyków, że o mało nie zabili kolegi. Niczego ich to nie nauczyło. Basista Van Halen Michael Anthony, którego zespół w 1978 roku otwierał koncerty Black Sabbath, wspominał, jak Ozzy podpalił Wardowi brodę zapalniczką, a ten po prostu ją zgasił i grał dalej. W 1980 roku, podczas sesji „Heaven and Hell”, Iommi postanowił zaimponować producentowi Martinowi Birchowi numerem, który do tej pory zawsze się udawał: polewał Warda alkoholem, podpalał, a płyn szybko się wypalał. Tym razem alkohol wsiąkł w ubranie i Ward, jak opowiadał Iommi, „poszedł w górę jak bomba”. Skończyło się w szpitalu, z oparzeniami trzeciego stopnia na nogach. Iommi do dziś przypomina, że to sam Ward zapytał wcześniej przy Birchu: „No to co, Tony, podpalisz mnie?”.
Duch z zamku Clearwell
Po „Vol. 4” Iommi, główny autor riffów, po raz pierwszy w karierze stracił natchnienie. Sesje do piątej płyty w Los Angeles stanęły w miejscu, gitarzysta wpadł w panikę, a zespół odwołał wszystko i wrócił do Anglii. Ratunkiem okazał się zamek Clearwell w Forest of Dean, niedaleko granicy z Walią. Muzycy rozstawili sprzęt w lochach i zbrojowni, licząc, że ponure otoczenie pomoże im złapać właściwy nastrój, i rzeczywiście pomogło: to tam Iommi wymyślił riff do „Sabbath Bloody Sabbath”, a reszta płyty przyszła już szybko. Butler nazwał później to miejsce „naprawdę przerażającym”, ale przyznawał, że pobudzało wyobraźnię. Do legendy przeszła zwłaszcza jedna scena, którą opisywał basista: przez otwarte drzwi zobaczył przechodzącą postać w wielkiej czarnej pelerynie. Iommi i jeden z techników pobiegli za nią do sąsiedniego pomieszczenia, ale nikogo tam nie było. Magazyn „Louder” sugeruje, że to właśnie „duch” odblokował gitarzystę, ale to już interpretacja dziennikarzy, bo sam Iommi w swoich relacjach mówi raczej o atmosferze lochów. Na płycie pojawił się zresztą gość z zupełnie innego świata: w utworze „Sabbra Cadabra” na klawiszach zagrał Rick Wakeman z Yes.

Trzy miesiące Dave’a Walkera
Pod koniec 1977 roku Ozzy odszedł z zespołu i mało kto dziś pamięta, że zanim na scenie pojawił się Ronnie James Dio, Black Sabbath miał już innego wokalistę. Był nim Dave Walker, wcześniej śpiewający w Savoy Brown i przez krótki czas we Fleetwood Mac, którego telefon od road managera zespołu zastał w Kalifornii. Walker przyleciał do Anglii, ćwiczył z zespołem w okolicach studia Rockfield w Monmouth i zaczął nawet pisać teksty, przejmując część obowiązków Butlera. Po jego obecności w Black Sabbath został jeden publiczny ślad: 6 stycznia 1978 roku zespół zagrał na żywo w programie BBC Midlands „Look! Hear!”, nagrywanym w studiu Pebble Mill w Birmingham. Wykonał „War Pigs” oraz „Junior’s Eyes”, ten drugi z zupełnie innym tekstem niż wersja, która trafiła później na płytę „Never Say Die!”. Tam piosenka stała się pożegnaniem z niedawno zmarłym ojcem Ozzy’ego, tym samym, który kiedyś wyciął zespołowi krzyże. Los telewizyjnego nagrania jest niejasny: jedne źródła twierdzą, że przetrwał tylko dźwięk, inne, że obraz co jakiś czas pojawia się w sieci i znika na żądanie BBC, właściciela praw. Po mniej więcej trzech miesiącach Ozzy wrócił, a Walker musiał odejść, nie nagrawszy z Black Sabbath żadnej płyty i nie ruszywszy z nim w żadną trasę.
Płonący samochód i Stonehenge za duże na sceny
W 1983 roku, po odejściu Dio, za mikrofonem stanął Ian Gillan z Deep Purple, a zespół zaszył się w The Manor, studiu urządzonym w wiejskiej posiadłości w Oxfordshire. Na jej terenie był tor gokartowy, a management kupił muzykom na czas sesji samochody. Pewnego wieczoru Gillan wrócił z pubu, wsiadł do auta Billa Warda i zaczął się ścigać po torze. Według serwisu Songfacts zahaczył o stos opon, jedna z nich spadła na tor, a na kolejnym okrążeniu wjechał na nią, samochód dachował i zatrzymał się tuż przed basenem. Angielska Wikipedia dodaje, że wrak stanął w płomieniach. Gillan wyszedł z tego bez szwanku i opisał całe zdarzenie w otwierającym album „Born Again” utworze „Trashed”, o którym do dziś mówi, że to „całkowicie prawdziwa historia”. Z końcowego miksu płyty był jednak tak niezadowolony, że, jak sam opowiadał, wyrzucił kasetę z nagraniem przez okno samochodu. Iommi w wywiadzie z 1984 roku wspominał też, że podczas tych samych sesji muzycy wysadzili w powietrze łódź Gillana. Tej historii nie udało się potwierdzić w niezależnych źródłach, ale krąży od lat — czytaliśmy o niej m.in. w zapisie rozmowy Steve’a Newtona z Iommim na blogu Ear of Newt.
Jeszcze dziwniej potoczyła się trasa promująca płytę. Menedżer Don Arden, ojciec Sharon, późniejszej żony Ozzy’ego, wymyślił scenografię w postaci Stonehenge w naturalnej wielkości. Butler od początku uważał to za absurd, a w swoich wspomnieniach „Into the Void” pisze, że Arden chciał jeszcze, by zza kamieni wschodziło słońce, z czego zrezygnowano tylko z powodu kosztów. Kamienie okazały się za duże nawet na największe hale. Gillan opowiadał, że w Montrealu, w hali hokejowej, udało się postawić zaledwie kilka z nich. Przyczyną miała być pomyłka projektantów, którzy wzięli podane w stopach wymiary za metry, choć w kwestii tego, ile razy dekoracja była za duża, źródła podają wszystko od trzech do dziewięciu razy. Rok później do kin weszła parodia „This Is Spinal Tap”, w której fikcyjny zespół zamawia monolit Stonehenge wysoki na osiemnaście stóp, a dostaje rekwizyt na osiemnaście cali. Reżyser Rob Reiner stanowczo zaprzecza, że wzorował się na Black Sabbath, i przypomina, że scenę nakręcono, zanim zespół w ogóle wydał „Born Again”. Butler odpowiada, że trudno mu uwierzyć w taki przypadek.
Sun City i Moskwa
Lata z wokalistą Tonym Martinem to najmniej znany rozdział historii zespołu i zarazem ten, w którym podjął on swoje najbardziej kontrowersyjne decyzje. W 1987 roku, w czasach apartheidu, Black Sabbath przyjął ofertę sześciu koncertów w Sun City, luksusowym kurorcie w Republice Południowej Afryki. Dwa lata wcześniej kilkudziesięciu muzyków skupionych w akcji Artists United Against Apartheid publicznie zobowiązało się, że nigdy tam nie zagra, bo występ w Sun City oznaczałby akceptację systemu segregacji rasowej. Black Sabbath pojechał w składzie, który przetrwał bardzo krótko: z Iommim, klawiszowcem Geoffem Nichollsem, Martinem, perkusistą Terrym Chimesem z The Clash i basistą Dave’em Spitzem. Zespół spotkał się z krytyką działaczy i artystów zaangażowanych w bojkot. Dwa lata później, w listopadzie 1989 roku, w trasie promującej album „Headless Cross”, Black Sabbath dał serię koncertów w moskiewskiej hali Olimpijskij, tym razem z Cozym Powellem na perkusji i Neilem Murrayem na basie. Fragmenty tych występów zespół udostępnił oficjalnie przy okazji wznowienia płyt z ery Martina. Dziś Iommi i Martin nie mogą już nagrywać pod szyldem Black Sabbath, bo prawa do nazwy na to nie pozwalają.
Black Sabbath w Polsce
Do Polski zespół dotarł po raz pierwszy właśnie z Tonym Martinem, we wrześniu 1995 roku, w trasie promującej album „Forbidden”. Według fanowskiego archiwum black-sabbath.com dał wtedy cztery koncerty: 7 września w krakowskiej Hali Wisły, 9 września w poznańskiej Hali Arena, 10 września w warszawskim Colosseum, gdzie przed zespołem wystąpił szwedzki Tiamat, i 12 września we wrocławskiej Hali Ludowej. Z tą ostatnią datą jest pewien kłopot, bo inny serwis z archiwami koncertów umieszcza Black Sabbath i Tiamat 12 września 1995 roku w katowickim Spodku, a sam Spodek wymienia Black Sabbath wśród zespołów, które gościł. Ten epizod czeka jeszcze na wyjaśnienie. Na perkusji grał wtedy Bobby Rondinelli, który zastąpił Cozy’ego Powella po jego odejściu na początku sierpnia, na basie Neil Murray, a na klawiszach Geoff Nicholls. Na koncert z Ozzym polscy fani musieli czekać do 2 lipca 2016 roku, gdy w krakowskiej Tauron Arenie zespół zagrał w ramach pożegnalnej trasy „The End”, z Rival Sons jako supportem. Na scenie stanęli Osbourne, Iommi i Butler, zabrakło Billa Warda. Wszystko wskazuje na to, że był to jedyny występ Black Sabbath z Ozzym w Polsce. Nie znaleźliśmy natomiast śladów koncertów zespołu w czasach PRL.
Niepodpisywalny kontrakt
Nieobecność Warda w Krakowie miała swoją historię. Gdy w 2011 roku ogłoszono powrót oryginalnego składu i nagranie pierwszej od ponad trzydziestu lat płyty z Ozzym, wydawało się, że perkusista będzie jej częścią. W lutym 2012 roku Ward wydał jednak oświadczenie, w którym napisał, że nie może kontynuować współpracy, dopóki nie dostanie kontraktu, który da się podpisać, czyli takiego, który okazywałby mu jako członkowi-założycielowi „godność i szacunek”. Zapewniał, że chce grać na płycie i jechać w trasę, a nawet, że jest spakowany i gotów lecieć do Anglii. Sesje przeniesiono wtedy do Londynu, bo Iommi leczył chłoniaka i musiał być blisko swoich lekarzy. Pozostali trzej oznajmili, że nie mają wyboru i nagrywają dalej bez Warda, a w maju 2012 roku perkusista oficjalnie wycofał się także z koncertów. Album „13” ukazał się w 2013 roku z Bradem Wilkiem z Rage Against the Machine za bębnami, a pojawiające się wtedy doniesienia, jakoby Warda zwolniła Sharon Osbourne, nigdy nie zostały potwierdzone.

Most w Birmingham
Birmingham długo nie miało pomnika swojego najsłynniejszego zespołu. Zmienił to dopiero fan, architekt Mohammed Osama, z którego inicjatywy powstała ławka ze stali nierdzewnej, wykuta w mieście przez firmę Gateway Steel Fabrications, z portretami czwórki założycieli autorstwa egipskiego artysty Tarka Abdelkawiego i napisem „Geezer. Ozzy. Tony. Bill. Made in Birmingham 1968”. Odsłonięto ją 9 lutego 2019 roku, a Iommi, który przyszedł na uroczystość, przyznał, że zastanawiał się, jak ławka będzie wyglądać, i że jest „naprawdę fantastyczna”. Stanęła na moście nad kanałem przy Broad Street, który przemianowano na Black Sabbath Bridge. Publiczna ceremonia odbyła się 26 czerwca 2019 roku, a Iommi i Butler przypłynęli na nią wąską łodzią kanałową.
Sześć lat później ten most stał się celem ostatniej podróży Ozzy’ego. 5 lipca 2025 roku na stadionie Villa Park w Birmingham odbył się koncert „Back to the Beginning”, zapowiadany jako ostatni występ Osbourne’a i pierwszy od dwudziestu lat występ całej oryginalnej czwórki, tym razem z Billem Wardem za perkusją. Na stadionie było około czterdziestu tysięcy ludzi, a transmisję oglądało w szczytowym momencie 5,8 miliona widzów. Cały dochód przeznaczono na fundację Cure Parkinson’s, szpital dziecięcy w Birmingham i hospicjum Acorn. Wokół kwoty szybko narósł spór: dyrektor muzyczny koncertu, Tom Morello, mówił o około 190 milionach dolarów i tę liczbę powtórzyły media na całym świecie, ale Sharon Osbourne nazwała ją „śmieszną”, a późniejsze wyliczenia BBC mówiły o 33,8 miliona funtów, czyli około 45,5 miliona dolarów. Ozzy zmarł 22 lipca 2025 roku, siedemnaście dni po koncercie, w wieku 76 lat. Tydzień później, 30 lipca, kondukt żałobny przejechał przez Birmingham, minął okolice rodzinnego domu w dzielnicy Aston, przesunął się Broad Street przy dźwiękach orkiestry dętej Bostin’ Brass i zatrzymał się na Black Sabbath Bridge. Sharon Osbourne z dziećmi złożyła kwiaty przy ławce i czytała wpisy, które zostawili tam fani, zanim rodzina odjechała na prywatny pogrzeb w Gerrards Cross. Historia, która zaczęła się od ogłoszenia wypisanego flamastrem w sklepie muzycznym i od najgłośniejszego wieczoru w dziejach Lichfield, zatoczyła koło przy stalowej ławce z napisem „Made in Birmingham 1968”.

Posłuchaj
Odtwarzacz YouTube wczytamy dopiero po Twojej zgodzie. YouTube (Google) może wtedy zapisać ciasteczka. Polityka prywatności
Black Sabbath – „Black Sabbath”, oficjalny kanał zespołu @blacksabbath · Otwórz w YouTube ↗
Źródła
- Rolling Stone: The Inside Story of Black Sabbath’s Iconic Cover Art (wywiad z Keefem)
- Loudwire: The Woman on the Cover of the Black Sabbath Album Has Been Found
- Stereogum: Black Sabbath’s Debut Album Turned 50
- Blabbermouth: Funko Pop! Rocks z modelką z okładki
- Wikipedia (EN): Black Sabbath (album)
- Far Out: The wild efficiency behind the first Black Sabbath album
- Guitar Interactive: The Day the World Turned Black
- Wikipedia (EN): Black Sabbath
- Black Sabbath Wiki: Earth (band)
- Far Out: How Black Sabbath got their name from Boris Karloff
- American Songwriter: Behind the Band Name Black Sabbath
- Wikipedia (EN): Geezer Butler
- Ubisoft / Rocksmith: Ozzy Zig Needs a Gig
- Louder: In 1968 Tony Iommi joined Jethro Tull for two weeks
- Wikipedia (EN): The Rolling Stones Rock and Roll Circus
- Blabbermouth: Ian Anderson o występie Iommiego w Jethro Tull
- Home of Metal: ulotka koncertu Earth / Black Sabbath, 1 sierpnia 1969
- Blabbermouth: A Look Back at „The Rebel” Sessions
- Ultimate Classic Rock: Why Black Sabbath Wore Crosses
- Far Out: Satanists once put a curse on Black Sabbath
- Rolling Stone Brasil: Geezer Butler o krzyżach
- Wikipedia (EN): Vol. 4
- whynow: Black Sabbath, Bill Ward i żarty z czasów „Vol. 4”
- Rolling Stone Italia: la vera storia di „Vol. 4”
- Guitar Player: Tony Iommi o podpaleniu Billa Warda
- Ultimate Classic Rock: Tony Iommi, Bill Ward i ogień
- Louder: Michael Anthony o Ozzym i brodzie Billa Warda
- Far Out: A catalogue of the pranks Black Sabbath played on Bill Ward
- Louder: How a Tony Iommi riff written in a castle rescued Black Sabbath
- The Forest Review: The haunted castle that saved Black Sabbath’s album
- Wikipedia (EN): Sabbath Bloody Sabbath
- Louder: Dave Walker, the singer who replaced Ozzy
- Lost Media Wiki: Black Sabbath w „Look! Hear!” z Dave’em Walkerem
- Metal Injection: When Ozzy left Black Sabbath in 1977
- Wikipedia (EN): Born Again
- Songfacts: Trashed
- Blabbermouth: Ian Gillan o miksie „Born Again”
- American Songwriter: Black Sabbath’s Stonehenge set that was way too big
- Louder: Geezer Butler o Stonehenge i Spinal Tap
- Blabbermouth: Rob Reiner o scenie ze Stonehenge
- Ear of Newt: The Tony Iommi Tapes (1984)
- Wikipedia (EN): Tony Martin
- Wikipedia (EN): Artists United Against Apartheid
- Rolling Stone Australia: „Heaven and Hell” na żywo z Tonym Martinem, Moskwa 1989
- Blabbermouth: box „Anno Domini 1989–1995”
- Blabbermouth: Why Tony Iommi and Tony Martin can’t record as Black Sabbath
- black-sabbath.com: 1995 Forbidden Tour
- Concert Archives: Black Sabbath
- Spodek Katowice: historia
- Wikipedia (EN): Tauron Arena Kraków
- JamBase: Black Sabbath, Kraków, 2 lipca 2016
- dzieje.pl: pożegnalna trasa Black Sabbath
- eBilet: Black Sabbath
- Blabbermouth: Bill Ward may be forced to sit out reunion
- Blabbermouth: „We have no choice but to continue recording without Bill Ward”
- Pollstar: Drummer officially pulls out of Sabbath gigs
- ITV: Black Sabbath „heavy metal” bench unveiled
- Blabbermouth: Black Sabbath bench unveiled in Birmingham
- Consequence: Tony Iommi and Geezer Butler unveil Black Sabbath Bridge
- Express & Star: Bridge honours Black Sabbath
- Pollstar: Ozzy Osbourne’s final show with Black Sabbath raises a ton of money
- Blabbermouth: Ozzy Osbourne’s final concert raised more than $45 million
- American Songwriter: Ozzy Osbourne’s final concert pulls in $45 million for charity
- CBS News: Ozzy Osbourne funeral procession
- Rolling Stone UK: Ozzy Osbourne’s funeral procession to pass through Birmingham
- Fox 5: Ozzy Osbourne honored with Black Sabbath Bridge funeral procession
Dziękujemy autorom i redakcjom wymienionych serwisów za możliwość skorzystania z ich informacji. Były one dla nas inspiracją. Tekst artykułu jest autorskim opracowaniem redakcji Rockmaniak.pl.


